Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 13 maja 2017

Rosalind Miles – „Ja, Elżbieta”









Robert Devereux, 2. hrabia Essex (1565-1601) był ostatnim faworytem królowej Elżbiety I Tudor (1533-1603). Robert był synem Waltera Devereux, 1. hrabiego Essex (1541-1576) oraz Letycji Knollys (1543-1634), która była największą rywalką królowej do serca Roberta Dudleya, 1. hrabiego Leicester (1532-1588). Po śmierci ojca w 1576 roku, opiekunem Roberta stał się William Cecil, 1. baron Burghley (1520-1598), natomiast jego matka wyszła za mąż za wspomnianego wyżej lorda Dudleya. Robert Devereux wstąpił do kolegium Trinity w Cambridge, gdy miał zaledwie dwanaście lat, lecz nie wykazywał systematyczności w nauce, choć był niezwykle bystry. Bardzo wcześnie trafił na dwór, gdzie został przedstawiony królowej, która robiła wszystko, aby go „zepsuć”. On miał wtedy dwadzieścia kilka lat, zaś Elżbieta pięćdziesiąt cztery. Ta różnica wieku żadnemu z nich nie przeszkadzała we flirtowaniu. Bardzo często dochodziło pomiędzy nimi również do kłótni, podczas których ujawniał się gorący temperament królowej oraz zazdrość o młodego faworyta.

Wydawnictwo: Da Capo
Warszawa 1997
Tytuł oryginału: I, Elizabeth.
The Word of a Queeen 

Przekład: Teresa Komłosz
& Bożena Kucharuk
Miłość Elżbiety do Roberta na pewno była autentyczna. Oczywiście nie było to uczucie, jakim matka darzy swojego syna. Królowa zawsze bardzo niepokoiła się, kiedy młody hrabia szedł na wojnę, do której bardzo często sam doprowadzał, czasami nawet przy wyraźnym sprzeciwie Elżbiety. Trzeba jednak przyznać, że był niezwykle odważny. Brał udział w bitwie pod Zutphen w Niderlandach, gdzie poległ poeta i prozaik sir Philip Sidney (1554-1586), który był także siostrzeńcem Roberta Dudleya. Potem – w 1588 roku – Robert Devereux dołączył do wyprawy przeciwko Hiszpanom (Wielka Armada). Hrabia Essex przez cały czas walczył w pierwszym szeregu, nie bojąc się utraty życia. Z drugiej strony jednak stale kłócił się zarówno z dworzanami, jak i ze swoimi towarzyszami broni w obozie. Raz był to sir Walter Raleigh (ok. 1554-1618), kiedy indziej Charles Blount, 8. baron Mountjoy (1563-1606), zaś innym razem William Cecil lub jego syn Robert Cecil, 1. hrabia Salisbury (ok. 1563-1612). Przedmiotem tych kłótni przeważnie było to, iż Robert Devereux za wszelką cenę pragnął walczyć w pojedynkę, co oczywiście było jednoznaczne z proszeniem się o śmierć.

W 1590 roku Robert Devereux na jakiś czas stracił przychylność królowej, ponieważ wbrew woli Elżbiety poślubił wdowę po sir Philipie Sidneyu, którą była córka sir Francisa Walsinghama (ok. 1532-1590) – Frances Walsingham (1567-1633). Rok później hrabia Essex został wysłany do Francji, gdzie dowodził niewielką armią, aby pomóc Henrykowi IV Burbonowi (1553-1610), który występował wówczas przeciwko Lidze Katolickiej. Za każdym razem, gdy hrabia przebywał za granicą narzekał na sposób, w jaki traktują go jego rywale, a najwięcej pretensji miał szczególnie do Roberta Cecila, który wciąż podważał decyzje hrabiego.

Jednym z najciekawszych etapów życia Roberta Devereux była jego przyjaźń z braćmi Baconami, czyli Francisem Baconem, 1. wicehrabią St Albans (1561-1626) i Anthonym Baconem (1558-1601). Wydaje się bardzo prawdopodobne, że obydwaj wierzyli, iż hrabia Essex stanie się kiedyś kimś naprawdę ważnym w Anglii, więc świadomie przywiązywali ogromną wagę do jego majątku i jednocześnie dawali mu dobre rady, niemniej Robert był zbyt bojowo nastawiony do życia, aby wziąć je sobie do serca. Wiadomo, że stale prosił królową, aby ta dała szansę jego przyjaciołom, lecz niczego tym nie wskórał. W 1596 roku hrabia Essex udał się na wyprawę do Hiszpanii, gdzie dowodził siłami lądowymi, które szturmowały Kadyks. Wtedy też wbrew jego rozkazom marynarze pozwolili uciec hiszpańskiej flocie. Niestety, podczas kolejnej wyprawy morskiej, Robert Devereux poniósł sromotną klęskę, co przyczyniło się do tego, iż stracił przychylność Elżbiety.

Robert Devereux
Portret pochodzi z 1594 roku.
autor: Marcus Gheeraerts Młodszy
(ok. 1562-1636)
Wtedy też wszyscy wrogowie Roberta wydawali się być zachwyceni jego porażką. Z kolei królowa nieprzychylnie nastawiona do swojego faworyta postanowiła wysłać go do Irlandii, która wówczas była miejscem przeklętym. To tam życie stracił ojciec młodego hrabiego i wielu innych żołnierzy. Pomimo że Robert Devereux przygotował się bardzo dobrze do tej wyprawy, to jednak musiał stawić czoło najgorszemu buntowi w historii wyspy. Hrabia Essex podjął tam wyjątkowo złe decyzje, które doprowadziły do tego, że najpierw został uwięziony, a potem zgodził się na bezsensowny rozejm i obiecał, iż przedstawi Elżbiecie żądania buntowników. Królowa była wściekła, natomiast jej faworyt został bez grosza przy duszy, opuszczając wojsko i wracając pośpiesznie do Anglii.

Pomimo tak wielkiego niezadowolenia królowej, Robert nie został natychmiast uwięziony, lecz przez dziewięć miesięcy trzymany był w odosobnieniu pod strażą. W czerwcu 1600 roku stanął jednak przed sądem, natomiast jego przyjaciel Francis Bacon wystąpił przeciwko niemu. Możliwe, że stało się tak dlatego, iż wicehrabia St Albans liczył na to, że Robert będzie w stanie wyprosić mu u królowej jakieś zaszczyty, zaś w rzeczywistości stało się zupełnie inaczej. Niemniej hrabia Essex odzyskał wolność w sierpniu tegoż roku, lecz nie potrafił jej dobrze wykorzystać. Na dobre stracił przychylność królowej w momencie, gdy wystąpił przeciwko Anglii. Pomimo że zdawał sobie sprawę z tego, iż w otoczeniu Elżbiety ma wrogów, jak chociażby Roberta Cecila, to jednak nie cofnął się przed swoimi absurdalnymi żądaniami.

Przeciwko królowej Robert Devereux spiskował z królem Szkocji Jakubem VI Stuartem (1566-1625). Chciał bowiem skłonić go do poparcia powstania, które zamierzał zorganizować wspólnie z Charlesem Blountem, 8. baronem Mountjoy i 1. hrabią Devonshire, który wcześniej zastąpił go w Irlandii. Niemniej jego jedynym prawdziwym przyjacielem okazał się mecenas samego Williama Shakespeare’a (1564-1616) – Henry Wriothesley 3. hrabia Southampton (1573-1624). Pośpiech w działaniu był naprawdę złym posunięciem, natomiast londyński motłoch, wśród którego Robert był naprawdę popularny, wcale nie był tak głupi, aby występować przeciwko królowej Elżbiecie i doprowadzić do zrzucenia jej z tronu. Wybuchły jednak mało znaczące zamieszki, natomiast Robert Devereux i Henry Wriothesley zostali pojmani i uwięzieni w Tower. Hrabia Essex został ścięty 25 lutego 1601 roku. Wiadomo, że królowa ze złamanym sercem podpisywała wyrok śmierci na swojego faworyta, lecz nie miała wyjścia. Nie mogła już dłużej tolerować jego wybryków.

Henry Wriothesley 
Portret pochodzi z 1603 roku.
autor: John de Critz
(ok. 1552-1642)
Dzień egzekucji Roberta Devereux staje się dla Elżbiety I Tudor impulsem do tego, aby opowiedzieć czytelnikowi o swoim życiu. Widać, że królowa bardzo przeżywa chwilę, kiedy jej faworyt położy głowę na katowskim pniu. Jako zakochana kobieta, nie potrafi wyobrazić sobie tego, że już nigdy go nie zobaczy. Nie miała jednak wyboru. Musiała podpisać na niego wyrok śmierci, ponieważ jego krnąbrność zaszła już za daleko. Jak sama stwierdza, dopóki Robert obrażał ją jako kobietę, była w stanie to znosić, lecz nie mogła pozwolić na to, aby hrabia Essex występował przeciwko Anglii, bo przecież Anglia to ONA. 

Tak więc jest noc z 24 na 25 lutego 1601 roku. W Pałacu Whitehall panuje spokój. Wszyscy śpią, tylko królowa nie może zmrużyć oka. Jest już stara i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że niedługo ona również przeniesie się na drugi świat i tym samym dołączy do swoich przyjaciół i wrogów, którzy udali się tam przed nią. Moment, w którym już na zawsze ma stracić swojego ukochanego Roberta motywuje ją do tego, aby wyspowiadać się ze swojego życia.

Elżbieta wraca zatem do lat wczesnego dzieciństwa i związku jej matki Anny Boleyn (ok. 1501-1536) z Henrykiem VIII Tudorem (1491-1547). Z jej słów nie trudno domyślić się, że królowa od najmłodszych lat nienawidziła ojca. Epitety, których używa wobec jego osoby nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości co do jej uczuć względem ojca. Najbardziej boli ją jednak to, że praktycznie przez całe życie ciągnęło się za nią określenie bękart. Tak nazywał ją ojciec. Tak zdefiniował ją sam papież. I wreszcie takiego samego słowa użył wobec niej ukochany Robert Devereux. Zasiadając na tronie, Elżbieta postanowiła, że od tej pory każdy, kto nazwie ją bękartem, położy głowę na pniu. Jak widać, słowa dotrzymała.

Główna bohaterka powieści Rosalind Miles opowiada o swoim życiu z najdrobniejszymi szczegółami. Niczego nie pomija. Mało tego. Wcale nie próbuje się usprawiedliwiać. Ona doskonale wie, że popełniła w życiu parę błędów. Przyznaje się także do tego, że uwielbia, kiedy jest adorowana przez młodych i przystojnych mężczyzn. Nie kryje wściekłości, gdy któryś z jej faworytów dopuszcza się zdrady, żeniąc się z inną kobietą. Choć z królową może liczyć jedynie na związek platoniczny, to jednak Elżbieta jest niesamowicie zazdrosna o wybranki serca swoich faworytów. W swoim egoizmie Elżbieta uważa, że to jej mężczyźni powinni być oddani do końca swoich dni. Natomiast jeśli chcą pojąć za żonę tę czy inną kobietę, wówczas muszą prosić ją o wyrażenie zgody na ślub, zaś nie wolno im robić tego w tajemnicy. To przecież zakrawa na zdradę stanu, a karą może być nawet uwięzienie w Tower.

Kat Ashley (1502-1565) była
ukochaną nianią Elżbiety I Tudor.
Jej nagła śmierć bardzo źle
odbiła się na stanie
emocjonalnym królowej.

Portret pochodzi z XVI wieku.
autor nieznany

Elżbieta zdaje sobie również sprawę z tego, że z każdym rokiem jej uroda blednie. W końcu przychodzi taki moment, kiedy nie może już patrzeć na siebie w lustrze. Nie waha się go stłuc, jeśli to, co w nim dostrzega zakrawa wręcz na potwora. Są dni, kiedy nie pomagają już nawet kosmetyki. Czasami wpada też w histerię, gdy coś nie idzie po jej myśli. Niemniej potrafi się opanować i dość szybko wrócić do emocjonalnej równowagi. Ona wie, że Anglia nie potrzebuje rozhisteryzowanej królowej, lecz takiej, która twardo stąpa po ziemi. Pomimo że ma obok siebie oddanych ministrów, którzy wciąż służą jej radami, to jednak jej zdanie jest najważniejsze. Elżbieta zdaje sobie sprawę z tego, że zapisze się w historii na wieki i dlatego chce w pełni zasłużyć sobie na przydomek Wielka.

Co ciekawe, w swojej powieści Rosalind Miles nie ukazuje Elżbiety I Tudor jako tej, którą interesowali jedynie piękni mężczyźni. Autorka stworzyła bowiem portret Elżbiety jako władczyni, zaś znacznie mniejszą wagę przywiązała do jej kobiecych namiętności, choć o nich również wspomina. Królowa pragnie miłości nie tylko tej platonicznej, ale także cielesnej. Uwielbia, gdy mężczyźni jej dotykają i całują. Na więcej nie chce pozwolić, ponieważ za każdym razem, gdy dochodzi do czegoś poważniejszego, Elżbieta czuje strach. Przed czym? Otóż obawia się, że zajdzie w ciążę, a potem umrze przy porodzie, jak wiele kobiet, które znała. Królowa doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kim jest i jaki obowiązek na niej spoczywa, lecz to Anglia jest dla niej najważniejsza i dlatego nie wyobraża sobie, aby mogła umrzeć i zostawić ją w rękach uzurpatorów. Ona pragnie nią rządzić jak najdłużej.

Na kartach powieści widzimy także Elżbietę, która ze wszystkich sił walczy o utrzymanie nowej wiary, jak nazywa protestantyzm. To katolicy są wrogami i to oni zagrażają jej krajowi. Królowa wciąż ma w pamięci krwawe rządy jej siostry Marii I Tudor (1516-1558). W dodatku widziała też, jak jej młodszy brat Edward VI Tudor (1537-1553) stopniowo stawał się fanatykiem, pomimo że swoje działania kierował w stronę umocnienia kościoła anglikańskiego. Elżbieta na pewno nie chce być fanatyczką. Pokazuje też jak wiele łączy ją z Williamem Cecilem. Wygląda na to, że bez jego pomocy, mądrości i inteligencji niczego by nie zdziałała. To on wspiera ją w najtrudniejszych chwilach. To jemu najbardziej ufa i cierpi, gdy przychodzi dzień, w którym Bóg postanawia wezwać go do siebie. Jego syn – choć jest jej wiernie oddany – nie potrafi już wzbudzić w Elżbiecie takich uczuć.

Wydawnictwo: Da Capo
Warszawa 1997
Tytuł oryginału: I, Elizabeth.
The Word of a Queeen 

Przekład: Teresa Komłosz
& Bożena Kucharuk
Ja, Elżbieta to historia kobiety-królowej, która bezustannie musi walczyć o przetrwanie. Katowski miecz wisi nad nią praktycznie od dnia narodzin. Czasami tylko cud sprawia, że może obchodzić kolejne urodziny. Chyba najbardziej niebezpieczna była dla niej jej starsza siostra, która przecież na kilka miesięcy wtrąciła ją do Tower, gdzie uwięziony był także Robert Dudley. Z kolei jeśli chodzi o Marię I Stuart (1542-1587), to trzeba przyznać, że w tym wypadku w grę wchodziła zabawa: kto pierwszy ten lepszy. Nie wiadomo tak naprawdę, co stałoby się z tronem Elżbiety, gdyby ta w pewnym momencie nie zdecydowała się na egzekucję swojej krewnej, choć zrobiła to z wielkim bólem serca. Królowa nie była bowiem skora do tego, aby ścinać ludzi na zawołanie. Możliwe, że w końcu Maria odebrałaby władzę Elżbiecie, a w Anglii znów zapanowaliby katolicy. Bardzo prawdopodobne, że ewentualne rządy Marii I Stuart mogłyby być identyczne, jak te, które preferowała Maria I Tudor. Znów mogłyby zapłonąć stosy, a niewinni ludzie traciliby życie w płomieniach.

Powieść Rosalind Miles to także próba zrozumienia decyzji podejmowanych przez Elżbietę. Trzeba bowiem wiedzieć, że nie była ona zwyczajną królową. W swoim działaniu odcinała się od tego, co było niezmiernie pożądane i co nierozerwalnie łączyło się z byciem władcą. Głównie chodzi o zapewnienie sobie potomka, który mógłby w przyszłości przejąć tron. Swoją niechęć do małżeństwa Elżbieta przeważnie tłumaczy tym, że w dniu 15 stycznia 1559 roku została poślubiona Anglii i do końca swoich dni pragnie dotrzymać złożonych ślubów. Jej zdaniem małżeństwo oznaczałoby zdradę swojego kraju. Czy jednak takie tłumaczenie można uznać za wiarygodne? Myślę, że tak naprawdę chodziło tutaj o coś więcej. Owszem, z jednej strony mogła obawiać się utraty władzy na rzecz małżonka, co znacznie osłabiłoby jej pozycję w państwie, lecz z drugiej wciąż miała w pamięci poszczególne żony swojego ojca. Widziała, w jaki sposób Henryk VIII Tudor traktował swoje kobiety i nie chciała skończyć tak, jak one, czyli na katowskim pniu, a jeśli miałaby szczęście, to może w jakimś odosobnieniu, jak Katarzyna Aragońska (1485-1536) czy Anna Kliwijska (1515-1557). Elżbieta wiedziała, że wtedy świat zapomniałby o niej, a ona nie mogła przecież do tego dopuścić.


Cate Blanchett jako królowa Elżbieta I Tudor w filmie produkcji
brytyjsko-niemiecko-francuskiej zatytułowanym Elizabeth: Złoty wiek (2007)

reż. Shekhar Kapur


Czytając powieść Ja, Elżbieta nie mogłam powstrzymać się przed porównaniem Roberta Dudleya z Robertem Devereux. Wiadomo, że diametralnie różnili się pod względem charakteru. Podczas gdy Dudley znał swoje miejsce zarówno na dworze, jak i w życiu monarchini i w związku z tym wiedział, na ile może sobie pozwolić w stosunku do Elżbiety, tak Devereux przekraczał wszelkie granice nieposłuszeństwa. Powszechnie mówi się, że Robert Dudley był największą miłością Elżbiety, ale czy na pewno? Czy historycy i pisarze mają rację, kładąc tak wielki nacisk na związek koniuszego i królowej? Wydaje mi się, że nie do końca. Moim zdaniem to właśnie Robert Devereux był miłością życia Elżbiety I Tudor. Ktoś powie, że to nieprawda i że hrabia Essex był jedynie substytutem hrabiego Leicester. Owszem, mogło tak być, ponieważ wiadomo, że śmierć Dudleya przyprawiła królową o wielkie cierpienie, co mogło spowodować, że poszukiwała kolejnego faworyta, aby zapomnieć o bólu i stracie. Natomiast Robert Devereux był przecież pasierbem Dudleya, więc poniekąd był z nim spokrewniony, choć nie poprzez więzy krwi. Może to wystarczyło, aby zająć zaszczytne miejsce w sercu królowej? Pytanie tylko, czy w przypadku Roberta Dudleya Elżbieta byłaby w stanie tak wiele tolerować i wybaczać, jak robiła to w stosunku do Roberta Devereux?








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.