Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 7 marca 2018

Agnieszka Wojdowicz – „Córka głosu. Księga życia Hili Campos” # 1















Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!




Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2018



W dniu 29 marca 1516 roku wenecki senat pod przewodnictwem doży Leonarda Loredana (1436-1521) zarządził, iż wszyscy Żydzi muszą żyć w jednym miejscu, które na terenie miasta będzie strzeżone i zamknięte. Do tamtego czasu w Cannaregio, czyli w północnej dzielnicy Wenecji, składowano odpady pochodzące ze starej odlewni miedzi. Miejsce to otoczone było kanałami. Była to mała wyspa, której obszar wyznaczały dwie bramy otwierane każdego ranka na dźwięk dzwonu znajdującego się w dzwonnicy świętego Marka. Bramy zamykane były o północy przez chrześcijańskich strażników opłacanych przez żydowskich mieszkańców. Z kolei każdej nocy dwie łodzie miały patrolować kanały wokół wyspy. Już wkrótce ta zamknięta przestrzeń stanie się pierwszym na świecie prawnie ustanowionym żydowskim gettem. Pomimo że wciąż dochodzi do dyskusji na temat etymologii słowa getto, można jednak sformułować argument dotyczący dialektu weneckiego, w którym słowo getto oznacza odlewnię, zaś po włosku wyrzucenie.

Dwa lata temu, z okazji pięćsetnej rocznicy założenia getta w Wenecji, miasto wraz ze specjalnym komitetem i społecznością żydowską zorganizowało bardzo ambitną wystawę w Pałacu Dożów, czyli rezydencji najwyższych weneckich urzędników, oraz w siedzibie władzy Republiki Weneckiej, która wydała dekret w 1516 roku. Z tej okazji kuratorka wystawy Donatella Calabi opublikowała książkę zatytułowaną Wenecja, Żydzi i Europa: 1516-2016*, w której opowiada o miejskiej organizacji ówczesnej Wenecji, przedstawia jej architekturę i codzienne życie społeczności żydowskiej zarówno w getcie, jak i poza nim. Autorka ukazuje zasady, zakazy, nadużycia i konflikty, przed którymi musiała stanąć żydowska społeczność w Wenecji. Ponadto zwraca również uwagę na rolę żydowskich kobiet, warstwy społeczne mieszkańców getta oraz ich życie pod kątem materialnym. W swoich badaniach wykorzystała obrazy Vittore Carpaccio (ok. 1465-1526) i Giovanniego Belliniego (1427/1430-1516), a także rysunki architektoniczne, archiwalne dokumenty, przedmioty liturgiczne z tamtego okresu, rekonstrukcje multimedialne, jak również odnalazła rzadkie egzemplarze książek pochodzące z tamtego okresu. To wszystko sprawiło, że na ponad pięciuset stronach, Donatella Calabi opowiedziała naprawdę fascynującą historię weneckich Żydów.

Doża Leonardo Loredano
Portret pochodzi z 1501 roku.
autor: Giovanni Bellini
Z kolei 13 listopada 2016 roku można było obejrzeć spektakl, który obejmował szeroki zakres historii weneckich Żydów, czyli począwszy od założenia getta w 1516 roku, poprzez przybycie tam Napoleona Bonapartego (1769-1821) w 1797 roku, co doprowadziło do upadku imperium weneckiego i zniszczenia bram getta, oraz rolę Żydów w mieście, aż do nastania XX wieku i wydarzeń z nim związanych a dotyczących ludności żydowskiej mieszkającej w Wenecji. Ponadto spektakl dokonywał analizy okoliczności, które doprowadziły do powstania getta, a także sposobu jego postrzegania i przekształcania na przestrzeni wieków. Pokazano w nim relacje mieszkańców getta z resztą miasta oraz innymi społecznościami żydowskimi i nie-żydowskimi we Włoszech i Europie. Na przykład chrześcijanie przybywali do getta, aby odwiedzać żydowskie banki i żydowskich lekarzy, czy też kupować takie towary, jak przyprawy, biżuterię i tkaniny.

Kiedy w 1516 roku utworzono żydowskie getto, Wenecja była ważnym ośrodkiem handlu znanym z kosmopolitycznej atmosfery i różnorodności kulturowej. Był to także czas, gdy jej władze były nieufne wobec wszystkich, których uważały za obcych. Grecy, Turcy, Ormianie czy Persowie również byli odizolowani od reszty społeczeństwa, co tłumaczono koniecznością zapewnienia im bezpieczeństwa. Chociaż Żydzi prowadzili swoją działalność w centrum miasta od stuleci, to jednak nie mogli tam zamieszkać. Odsyłając Żydów do getta, Wenecja z jednej strony uwzględniła ich jako swoich obywateli, zaś z drugiej wykluczyła.

Włoski historyk Riccardo Calimani, który specjalizuje się w badaniach nad kulturą i historią żydowską pisze: Jak często bywa, separacja, która w rażący sposób była dyskryminująca, stała się użyteczną obroną, ponieważ Żydzi, politycznie słabi poza murami, stali się w nich autonomiczni, byli niemalże mistrzami w swojej działalności, a w wielu przypadkach znacznie lepsi niż mieszkańcy i poddani świata zewnętrznego, którzy żyli na całkowitej łasce dożów, księcia, papieża czy króla. Choć Żydzi byli odseparowani od reszty, to jednocześnie byli też chronieni w getcie.

Mapa żydowskiego getta w Wenecji 
sporządzona w 1905 roku.
Żydzi podlegali w Wenecji licznym restrykcjom. Mogli pracować tylko w lombardach lub w hebrajskich drukarniach, które stanowiły naprawdę prężnie rozwijający się przemysł, albo działać jako lichwiarze, handlować materiałami włókienniczymi oraz uczyć się medycyny. Prawo bankowe utrzymywało stopy procentowe na niskim poziomie, a dodatkowo były one obciążone wysokimi podatkami. Wyjątek stanowili na przykład lekarze, którzy byli niezwykle popularni w weneckiej społeczności chrześcijańskiej. Z powodów biznesowych lub rodzinnych żydowscy kupcy mogli przez pewien czas podróżować i przebywać z dala od getta. Większość mieszkańców zajmowała się jednak handlem, krawiectwem, handlem wtórnym i rzemiosłem. Do popularnych rozrywek należały natomiast taniec, hazard i granie w piłkę. Poza gettem, Żydzi zgodnie z prawem sumptowym Republiki Weneckiej, które dotyczyło wszystkich „obcych” i było w rzeczywistości rozpowszechnione w całej Europie, musieli nosić pewne wyróżniające się symbole. Były to zazwyczaj żółty kapelusz, szalik albo żółta odznaka (później był to czerwony kapelusz). Wyjątkiem ponownie byli żydowscy lekarze, którym wolno było nosić czarne czapki.

Pomimo tak poważnych restrykcji, przytłaczających warunków życia i natrętnej inwigilacji, weneccy Żydzi zdołali uczynić z getta miejsce, w którym rozkwitała tradycja żydowska. Kosmopolityczna mieszanka Żydów pochodzących z różnych państw – Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Portugalii czy Azji – charakteryzujących się różnymi religijnymi rytuałami, językami, kulturami i obyczajami sprawiła, że getto stało się czymś na kształt miasta w mieście o niezwykłej różnorodności. W miarę upływu czasu gmina wybudowała pięć synagog i nie tylko zachowała swoją niezależną tożsamość, ale także wywarła wpływ na otaczające ją społeczeństwo.


Widok na Cannaregio Canal w Wenecji. 
To północna część miasta, gdzie niegdyś istniało żydowskie getto.
Obraz został namalowany w latach 1775-1780.
autor: Francesco Guardi (1712-1793)


Wiek XVII był złotym wiekiem Wenecji i getta. Żydowski handel, a co za tym idzie również pieniądze, miały się bardzo dobrze, zaś granice getta zaczęto poszerzać, aby otworzyć getto Nuovissimo przeznaczone dla zamożnych mieszkańców. Warunki gospodarcze Żydów pogorszyły się dopiero pod koniec XVII wieku, a wraz z nasileniem się nastrojów antyżydowskich w XVIII wieku, zaczęto nakładać nowe ograniczenia na działalność handlową Żydów. Liczba ludności getta zmniejszyła się z 4 800 w 1655 roku do 1 700 w roku 1766, kiedy to wiele znaczących rodzin wyjechało do innych miast. Wiek XIX znany był natomiast z powrotu Żydów na stanowiska reprezentujące władzę w mieście. Wówczas wielu opuściło już getto, a niektórzy kupili piękne budynki, często położone wzdłuż Wielkiego Kanału. Faszyzm charakteryzujący lata drugiej wojny światowej sprawił, że w mieście wybuchła nowa fala antysemityzmu, co doprowadziło do deportacji Żydów. Obecnie liczba ludności żydowskiej w Wenecji wynosi około pięciuset osób, z czego tylko trzydzieści mieszka na terenie byłego getta, gdzie teraz znajdują się wszystkie największe instytucje żydowskie w mieście, w tym pięć synagog i Muzeum Żydowskie.

Rodzina Hili Campos – głównej bohaterki najnowszej powieści Agnieszki Wojdowicz – również mieszka w getcie weneckim. Jest koniec XVI wieku. Żydzi zamknięci za murami getta próbują żyć normalnie, jednocześnie stosując się do wydanych przez władzę zarządzeń. Hila właśnie przygotowuje się do ślubu i praktycznie jej myśli wciąż skierowane są na osobę ukochanego. Z drugiej strony dziewczyna nie zapomina jednak o problemach codziennego życia. Jej dom tętni życiem, ponieważ mieszka w nim naprawdę sporo osób.  Hila jest córką kupca, który wciąż gdzieś wypływa na handlowym galeonie, aby w obcych krajach załatwiać interesy. Kiedy poznajemy Hilę, jej ojciec i najstarszy brat, Ruben, właśnie są w podróży i wszyscy niecierpliwie wyczekują ich powrotu. Żona Rubena jest już w zaawansowanej ciąży i lada moment na świecie może pojawić się kolejny członek rodziny Camposów. Z kolei średni z braci, Dawid, jest lekarzem, czyli reprezentuje tę grupę mieszkańców getta, która jest najbardziej uprzywilejowana. Z racji wykonywanego zawodu wolno mu znacznie więcej niż pozostałym. Dawid może bowiem swobodnie poruszać się również po terenie znajdującym się „za murami”. Leczy nie tylko Żydów, lecz także chrześcijan. Mało tego. Wśród chrześcijan ma prawdziwych przyjaciół, a przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Wydaje się, że problem dotyczy jedynie najmłodszego z braci o imieniu Ezra. Chłopak lubi się zabawić i tak naprawdę życie zgodnie z surowymi żydowskimi regułami nie do końca mu odpowiada. On pragnie czegoś więcej, dlatego też stale popada w kłopoty.


Żydowski ślub w Wenecji. 
Być może tak właśnie wyglądały ślub i wesele Hili i Eliszy. 
Obraz pochodzi z około 1780 roku.
autor: Marco Marcuola (1740-1793)


Wygląda na to, że rodzina Camposów to naprawdę szczęśliwi ludzie. Nie ma wielkiego znaczenia, że czasami zdarzają się jakieś problemy. Któż ich nie ma? Camposom nikt nie robi krzywdy. Każdy odnosi się do nich z życzliwością. Niektórzy także służą pomocą, na przykład pracując w prowadzonym przez nich sklepie. Jak do tej pory jedynym nieszczęściem była śmierć pani Campos przed paroma latami. Lecz przecież fakt, że ktoś z rodziny umiera, jest czymś naturalnym. Takie jest życie i trzeba to zaakceptować. Ogólnie można rzec, iż Camposowie – choć mieszkają w getcie – są szczęśliwą rodziną, a jej członkowie wspierają siebie nawzajem. Co ciekawe, dla Menachema Camposa bardzo ważne są także książki, których w swojej biblioteczce ma naprawdę sporo. Zaciekawiona nimi Hila dość często do nich zagląda. Nie zawsze to, co w nich znajduje jest dla niej zrozumiałe, ale mimo to ciągle jest chłonna wiedzy.

Przychodzi jednak taki dzień, kiedy wszystko zaczyna się zmieniać. Do getta docierają bowiem bardzo złe wieści. Podczas podróży Ruben Campos zostaje uprowadzony i tak naprawdę nikt nie wie, co się z nim stało. Jego żona zaczyna rodzić i tylko cud sprawia, że wychodzi z tego cało. Gdyby nie pomoc Dawida, zapewne Chaja pożegnałaby się z życiem podczas porodu. Niestety, to nie wszystko. Kobieta zamiast upragnionego syna, rodzi… przekleństwo. Od tej chwili rodzina Camposów jest piętnowana. Ci, którzy jeszcze do niedawna byli ich przyjaciółmi, teraz z każdym dniem coraz bardziej się od nich odsuwają. Na tym się jednak nie kończy. Wydaje się, że szczęście zupełnie odwróciło się od rodziny Hili. Na Camposów spada jedno nieszczęście za drugim. Czy zatem dadzą radę pokonać trudności? Czy jeszcze nadejdzie taki dzień, kiedy do ich domu zawita spokój? A może opuszczenie Wenecji jest jedynym wyjściem z tej dramatycznej sytuacji?


Wypędzenie sefardyjskich Żydów z Hiszpanii 
przez Izabelę I Kastylijską i Ferdynanda II Aragońskiego.
Obraz namalowano w 1889 roku.
autor: Emilio Sala (1850-1910)


Córka głosu to pierwszy tom dylogii o żydowskiej rodzinie, która tak jak wszyscy pragnie być szczęśliwa i żyć według reguł związanych z własną kulturą i religią. Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Czasami wtrąca się przekorny los, a niekiedy są to działania innych ludzi. Nie ma tutaj miejsca na prawdziwe uczucie, kiedy w grę wchodzą zasady, których należy przestrzegać pod groźbą kary. Historia zaproponowana czytelnikowi przez Agnieszkę Wojdowicz to przykład na to, jak trudno jest o zrozumienie i tolerancję, gdy coś nagle wymyka się z przyjętych odgórnie zasad. Zachowanie ludzi, którzy jeszcze nie tak dawno byli nam przychylni, może diametralnie się zmienić, jeśli tylko wydarzy się coś, czego nie będą w stanie ogarnąć swoim umysłem. Odpowiedzi na dręczące ich pytania będą wówczas szukać w jakichś siłach nadprzyrodzonych i nawet jeżeli w tej czy innej kwestii wypowie się autorytet, to i tak niewiele to zmieni. Ludzie zawsze będą wiedzieć lepiej. Będą oceniać, potępiać i piętnować, opierając swoje opinie na przesądach lub własnych domysłach.

W tej powieści to Hila jest narratorką. Historię swojej rodziny opowiada czytelnikowi z perspektywy lat, kiedy jest już stara, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Mało w tej opowieści dialogów, lecz świetnie prowadzona narracja doskonale rekompensuje ten fakt. Córka głosu nie jest zwykłą beletrystyką historyczną. To przede wszystkim historia, z której czytelnik może dowiedzieć się naprawdę sporo o życiu weneckich Żydów z końca XVI wieku. Trzeba też wiedzieć, że genealogia Camposów sięga jeszcze czasów panowania Izabeli I Kastylijskiej (1451-1504) i jej męża Ferdynanda II Aragońskiego (1452-1516). To właśnie ta hiszpańska para królewska swego czasu wydała dokument, na mocy którego sefardyjscy** Żydzi musieli opuścić tereny Hiszpanii i szukać nowego miejsca na ziemi. Czy zatem uda im się w końcu znaleźć prawdziwy dom, gdzie nikt nie będzie nastawał na ich bezpieczeństwo, a oni sami będą mogli powiedzieć o sobie, że są naprawdę wolnymi ludźmi?

Moim zdaniem Agnieszka Wojdowicz stworzyła kolejną powieść, od której naprawdę trudno się oderwać. Po trylogii Niepokorne (Eliza, Klara, Judyta) czas na historię równie wciągającą, choć diametralnie inną, bo przenoszącą czytelnika w świat, o którym niewielu wie i tak samo niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że w ogóle istniał. Powieść jest dopracowana w każdym elemencie. Widać, że Autorka poświęciła naprawdę sporo czasu, aby wykreować obraz sefardyjskich Żydów tak precyzyjnie, iż czytelnik odnosi wrażenie, że bohaterowie wcale nie są fikcyjni, lecz żyją gdzieś obok. Tak więc polecam Córkę głosu i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy, bo naprawdę jest na co.







* Do tej pory książka nie została wydana w polskim tłumaczeniu. 
** Żydzi sefardyjscy to określenie ludności żydowskiej zamieszkującej tereny Półwyspu Iberyjskiego (Hiszpania, Portugalia) i posługującej się dialektami judeoromańskimi. 





poniedziałek, 26 lutego 2018

Agnieszka Steur – „Wojna w Jangblizji. We wnętrzu” # 3










Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!



Wydawnictwo: POLIGRAF
Brzezia Łąka 2017
Ilustracje: Ewa Kieńko Gawlik



Generalnie przyjęło się, że literatura fantastyczna to gatunek, który posiada tendencję do polaryzowania czytelników. Często mówi się, że tylko „poważni” czytelnicy sięgają po książki realistyczne, zaś fantastyka dotyczy przede wszystkim dzieci lub tych, którzy postrzegają czytanie jako swego rodzaju formę eskapizmu. Niektórzy idą nawet o krok dalej i uparcie twierdzą, że fantastyka posiada znacznie mniejszą wartość niż literatura realistyczna, dlatego też powszechnie kojarzona jest z dziećmi i ich silnie rozbudowaną wyobraźnią. Okazuje się jednak, że w ostatnich latach to właśnie literatura fantastyczna przoduje, jeśli chodzi o czytelnicze gusta. Oprócz literatury kobiecej i kryminałów, czytelnicy najczęściej sięgają właśnie po fantastykę. Dzieje się tak bez względu na wiek odbiorcy. Dlaczego? Cóż takiego szczególnego akurat ten rodzaj literatury ma do zaoferowania czytelnikom? Może po prostu szukamy w nim samych siebie, lecz z drugiej strony to, co tam widzimy niekoniecznie musi się nam podobać, gdyż fantastyka ma to do siebie, że z reguły pokazuje nasz świat niczym odbity w lustrze. Tak więc czytając fantastykę możemy z łatwością odnaleźć w niej własne odbicie. I możliwe, że właśnie ten fakt tak bardzo przyciąga nas do tego rodzaju książek.

Pomiędzy XVIII a XIX wiekiem snucie opowieści fantastycznych i realistycznych stało wobec siebie nawzajem w opozycji i korespondowało z rozwojem osobnej literatury przeznaczonej dla dzieci i dorosłych. Poważna powieść realistyczna skierowana była jedynie do dorosłych czytelników płci męskiej, podczas gdy fantastyka i romanse były przeznaczone odpowiednio dla dzieci i kobiet. W tym wszystkim interesujące jest to, jak bardzo z biegiem czasu zmieniało się odbieranie fantastyki nie tylko przez samych czytelników, ale także przez krytyków. Dziś już nie wyobrażamy sobie rynku książki bez tego rodzaju literatury. Nietrudno zauważyć, że fantastyka nie stanowi obecnie jedynie osobnego gatunku, ale wplatana jest również do powieści obyczajowych czy historycznych. Ponadto już dawno przestała kojarzyć się nam jedynie z literaturą dziecięcą czy młodzieżową.

Fitels
© Ewa Kieńko Gawlik
Wracając jednak do przeszłości, istotne jest także, aby zaznaczyć, iż tworzenie fantastyki zaczęło być w tamtym okresie postrzegane jako element kultury popularnej, a zatem ogólnie przyjmowano, że jest to gorszy rodzaj literatury, aniżeli realizm. Tego rodzaju opinia bardzo często przekazywana była z pokolenia na pokolenie, gdyż uważano, że literatura fantastyczna jest po prostu zła. Nierzadko dorośli zalecali dzieciom, aby wreszcie przeczytały coś „wartościowego” i „właściwego”, zamiast wciąż ślęczeć nad opowieściami oderwanymi od rzeczywistości. Zastanawiam się zatem, czy tego pokroju krzywdzące opinie nie były spowodowane zwykłym strachem, ponieważ świat fantastyczny wykreowany przez tego czy innego autora wielokrotnie stanowi lustrzane odbicie świata realnego, o czym już wspomniałam powyżej. To na kartach książek fantastycznych czytelnik może z łatwością odnaleźć wszelkiego rodzaju ludzkie wady, którymi tak naprawdę nie warto się chwalić i które mogą sprawić, że w końcu dotrze do nas, iż wcale nie jesteśmy tacy idealni, jak mogłoby się nam wydawać. Czasami świat ten przedstawiony jest w krzywym zwierciadle lub po prostu śmiesznie, ale zawsze będą to realia, które mają wiele wspólnego z rzeczywistością, jaka nas otacza. Tak właśnie uczyniła Agnieszka Steur, pisząc swoją trylogię zatytułowaną Wojna w Jangblizji. Jak na dłoni mamy tutaj bowiem namalowany słowami obraz współczesnego społeczeństwa. 

Choć rzeczona Jangblizja jest światem stricte fikcyjnym, to tak naprawdę już od pierwszego tomu W Tamtym Świecie, czytelnik nie może pozbyć się wrażenia, że świat ten jest mu bardzo bliski i wcale nie dlatego, że główni bohaterowie w magiczny sposób przedostają się do świata ludzi, który nazywają Tamtym Światem, lecz dlatego, iż tak naprawdę mieszkańców Jangblizji od ludzkości odróżnia jedynie wygląd. Generalnie Jangblizjanie powinni czuć lęk już na samą myśl o życiu w nowym miejscu, lecz są chyba na to zbyt młodzi i niedoświadczeni, więc na wiele rzeczy patrzą inaczej niż robiłyby to istoty dorosłe, które w swoim życiu znacznie więcej przeżyły i widziały. Podróż do Tamtego Świata wcale nie jest dla nich taka przypadkowa. W ich świecie trwa straszna wojna ze Szmaragdową Panią, więc trzeba stamtąd uciekać, aby ratować nie tylko własne życie, ale także swoich przyjaciół. Tylko czy w nowym miejscu odnajdą bezpieczeństwo i spokój? A może po piętach będą im deptać wrogowie, dla których unicestwienie dzieci władcy stanie się najważniejsze?

Na kartach drugiego tomu zatytułowanego W domu, czytelnik jest świadkiem rozgrywania się akcji na dwóch płaszczyznach, czyli innymi słowy w dwóch równoległych światach: w Jangblizji i Tamtym Świecie. Wydaje się, że okrutna Szmaragdowa Pani jest nie do pokonania, natomiast mieszkańcy Jangblizji z każdym dniem coraz bardziej tęsknią za normalnością. Pragną, aby do ich świata powróciła normalność, jaką pamiętają sprzed wojny. Aby tego dokonać, trzeba stawić czoło niebezpieczeństwu i pokonać zło, które zakorzeniło się w świecie naszych bohaterów. W miarę upływu czasu wychodzą na jaw fakty, które są dla nich ogromnym zaskoczeniem, ponieważ nigdy nie spodziewali się, że mieszkańcy Jangblizji to nie do końca takie dobre istoty, za jakie je uważano. I tak, jak w naszym – ludzkim – świecie, tam także na światło dzienne wychodzą wady charakteru, zaś ekstremalne warunki, w jakich bohaterowie muszą żyć doskonale temu sprzyjają.


Miasto, w którym mieszkają Wilcy
© Ewa Kieńko Gawlik


I tak oto ostatecznie docieramy do końca tej niezwyklej historii, której finalną odsłoną jest tom trzeci zatytułowany We wnętrzu. Tym razem bohaterowie będą musieli zmierzyć się z rzeczywistością po zakończeniu wojny. Choć walki już się zakończyły, a Szmaragdowa Pani nikomu nie zagraża, to jednak, niczym grzyby po deszczu, zaczynają pojawiać się nowe problemy. Teraz najważniejsze jest bowiem, aby przywrócić normalność w Jangblizji. Szybko okazuje się, że nie będzie to wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać. Pokonanie wroga to dopiero połowa sukcesu. To, co najważniejsze jest jeszcze przed naszymi bohaterami. Istoty wracają zatem do swoich domów i choć, jak tylko potrafią, starają się odbudować zniszczony wojną świat, to jednak bardzo szybko zdają sobie sprawę z tego, że nie uda im się powrócić do tego, co było. Będą więc zmuszeni budować nowe życie na zgliszczach starej Jangblizji. I jak to w życiu bywa, jedni są pełni zapału i wierzą, że uda się tego dokonać, zaś drudzy nie chcą już powrotu do przeszłości, a wszelkiego rodzaju próby odbudowania ich krainy jedynie ich drażnią i irytują.

Podobnie jak w poprzednich tomach, tutaj również na pierwszy plan wysuwają się dzieci króla Jangblizji – Nana i Roan. Wraz z grupą oddanych przyjaciół wyruszają w podróż, której głównym celem jest odnalezienie tajemniczych kul. Mają one bowiem zapewnić Jangblizji szczęście i przywrócić równowagę. Gdzie zatem należy się udać, aby móc je odnaleźć? Czy poszukiwania okażą się bezpieczne? Dlaczego te kule są dla nich tak bardzo ważne? Nasi bohaterowie przemierzają zatem swój świat wszerz i wzdłuż. Po drodze odkrywają miejsca, o których do tej pory nie mieli pojęcia. Spotykają także nieznane im dotąd istoty. Podczas tej podróży przeżywają szereg przygód, czasami są to przygody naprawdę niebezpieczne, a ich życie jest poważnie zagrożone. Jak gdyby tego wszystkiego było mało, ich przyjaźń wystawiana jest na próbę. Dopiero teraz okaże się, czy więzi, które ich łączyły będą naprawdę tak silne, że nic nie zdoła ich zerwać, czy może ta przyjaźń była silna tylko z pozoru.

Wiedźmy Przemiany 
© Ewa Kieńko Gawlik
W trzecim tomie trylogii Agnieszka Steur zwraca szczególną uwagę na to, co dla młodego człowieka wkraczającego w dorosłe życie jest najbardziej istotne. Chodzi mianowicie o przyjaźń, która stanowi dla młodych ludzi ogromne wsparcie, gdy wokół wszystko staje na głowie i wydaje się, że nic nie można już zrobić, aby sytuację naprawić. Pojawiają się także pierwsze poważniejsze uczucia, jak zauroczenie płcią przeciwną, co z biegiem czasu może przeobrazić się w prawdziwą miłość. W tym wszystkim jest również miejsce na więzi rodzinne i relacje pomiędzy rodzicami a ich dziećmi. Z powodu różnicy pokoleń nie zawsze będą do dobre relacje, ale najważniejsze, aby nadać im właściwy kierunek. Autorka porusza także problem poświęcenia. Nie chodzi tutaj o sytuację, w której ktoś staje się tak zwanym kozłem ofiarnym, lecz o prawdziwe poświęcenie w imię najwyższych wartości.

Oprócz powyższego, cała ta historia od samego początku do końca niesie ze sobą jedno najważniejsze przesłanie. Nie wolno odrzucać kogoś tylko dlatego, że jest inny i że wyróżnia się na tle ogółu społeczeństwa. Jest to problem, który coraz częściej obserwujemy w dzisiejszym świecie. Brak tolerancji, współczucia czy zrozumienia i akceptacji inności sprawia, że wielu ludzi cierpi z tego powodu. Można zatem rzec, że pod tym względem Wojna w Jangblizji to historia na wskroś edukacyjna. Rolą pisarza nie jest bowiem pisanie dla mas łatwych, lekkich, przyjemnych i wielokrotnie pustych powieści, lecz edukowanie poprzez literaturę, szczególnie jeśli jest to literatura adresowana do młodego czytelnika. Mamy bowiem taki czas, kiedy młodzież czerpie wzorce przede wszystkim z Internetu czy innych mediów. Takie wzorce nie zawsze będą tymi właściwymi, zważywszy na fakt, iż jest tam naprawdę sporo nienawiści skierowanej do drugiego człowieka. Agnieszka Steur wychodzi temu naprzeciw i pokazuje, że można żyć zupełnie inaczej pomimo trudnej sytuacji. Autorka poprzez pokazanie tak ogromnej różnorodności wśród bohaterów stara się uzmysłowić czytelnikowi, że inność to nic złego. Inność może być naprawdę czymś dobrym, jeśli postaramy się ją zrozumieć, a jeśli nam się nie uda, to przynajmniej ją zaakceptujmy i dajmy szansę na jej istnienie, zamiast odtrącać. Aby to zrobić, należy najpierw zajrzeć do własnego wnętrza, jak robią to bohaterowie powieści, aby potem móc podjąć właściwe decyzje.

Zachęcam zatem każdego czytelnika, nie tylko tego młodego, ale również starszego, do sięgnięcia po Wojnę w Jangblizji, ponieważ całą tę historię nie tylko czyta się doskonale, ale także wynosi się z niej naprawdę wiele dobrego. Jest ona bowiem bardzo mądra pod względem życiowym. Fakt, iż jest to fantastyka dodatkowo podnosi jej walor. Dodatkowo wszystkie trzy tomy uzupełniają przepiękne ilustracje, od których nie można oderwać oczu.







wtorek, 19 grudnia 2017

Spotkałam Henryka przez przypadek, kiedy pisałam artykuł dla gazety...






ROZMOWA Z KATRINĄ SHAWVER


Katrina Shawver jest doświadczoną pisarką, blogerką, prelegentką i autorką książki zatytułowanej „Henry   A Polish Swimmer’s True Story of Friendship from Auschwitz to America”. Biografia została wydana w 2017 roku. Jest skierowana do dorosłego czytelnika, oparta na faktach i ciesząca się wielkim uznaniem wśród czytelników. Autorka ukończyła studia licencjackie na Uniwersytecie Arizony na wydziale języka angielskiego i nauk politycznych. Swoją pisarską karierę rozpoczęła ponad dwadzieścia lat temu, pisząc setki artykułów dla „The Arizona Republic”. Jej ulubiony cytat brzmi: „Co próbowałbyś zrobić, gdybyś wiedział, że nie możesz ponieść klęski?” Katrina mieszka w Phoenix w Arizonie (USA) wraz z mężem Rickiem.



Agnes A. Rose: Katrina, jestem ogromnie zaszczycona, że mogę gościć Cię na moim blogu i porozmawiać z Tobą. W listopadzie wydałaś swoją pierwszą książkę opowiadającą historię Henryka Zgudy, który był polskim katolikiem. Jak to się stało, że spotkałaś Henryka? Przecież jest wielu Polaków, którzy żyli lub wciąż żyją w Ameryce, ponieważ opuścili Polskę z powodu drugiej wojny światowej lub komunizmu. Dlaczego to był akurat Henryk?

Katrina Shawver: Jestem równie zaszczycona Twoim zainteresowaniem. Spotkałam Henryka przez przypadek, kiedy pisałam artykuł dla gazety. Gdyby nie tamten telefon, nigdy byśmy się nie spotkali. Nie szukałam tej historii; ona przyszła do mnie dzięki szczęściu i opatrzności. Przed Henrykiem nigdy nie znałam żadnego Polaka. Nadal nie potrafię wytłumaczyć tamtej impulsywnej decyzji, aby zaproponować mu spisanie jego historii, a ponieważ miał już osiemdziesiąt pięć lat, więc nie było czasu do stracenia, jeśli chciało się uchwycić jego wspomnienia. On i (jego żona) Nancy nie mieli dzieci, a on nie miał rodzeństwa, któremu mógłby zostawić swoją historię. Jego przeżycia naprawdę zostałyby wymazane z historii, gdybyśmy się nie spotkali. Był bardzo miłym człowiekiem i łatwo się z nim rozmawiało.

AAR: Henryk Zguda został aresztowany przez Niemców w Krakowie w 1942 roku i wysłany do Więzienia Montelupich. Następnie przeżył kilka obozów koncentracyjnych. Znając realia panujące w nazistowskich obozach śmierci bardzo trudno jest wyobrazić sobie jak Henryk był w stanie tam przeżyć. Czy zatem mogłabyś powiedzieć polskim czytelnikom, którzy nie przeczytali jeszcze Twojej książki, co takiego Henryk zrobił, że zdołał zachować życie? 

KS: Henryk twierdził, że przeżył, ponieważ to inni uratowali mu życie kilka razy, tak samo, jak on pomagał komu tylko mógł. Tak naprawdę wierzę, że każda historia dotycząca przetrwania jest wyjątkowa i wiąże się z posiadaniem ogromnego szczęścia. Czy strażnicy odwracali wzrok w odpowiednim momencie? Jak można uniknąć tyfusu, gdy wszyscy wokół ciebie umierają? Dlaczego osoba stojąca za tobą została wybrana do rozstrzelania, podczas gdy ty nie? Dzieją się różne rzeczy, lecz nie można ich wyjaśnić.

Henryk miał szczęście, że w liceum uczył się niemieckiego, by móc rozumieć, czytać i pisać po niemiecku. Więźniowie, którzy rozumieli język niemiecki mogli liczyć na dłuższe życie w każdym obozie koncentracyjnym. W chwili aresztowania Henryk miał dwadzieścia pięć lat i był silnym sportowcem. Był przyzwyczajony do ciężkiej pracy i potrafił bardzo szybko myśleć. Zauważył, że nauczyciele akademiccy i osoby przyzwyczajone do łagodniejszych warunków fizycznych, umierały znacznie szybciej. Po prostu nie byli w stanie przystosować się fizycznie do trudnych warunków.

AAR: Co stało się z rodziną Henryka, kiedy został aresztowany?

KS: Henryk był jedynakiem, a jego ojciec zmarł, gdy Henryk był małym dzieckiem, więc była tylko matka, Karolina Zguda. Pozostała w Krakowie i przez całą wojnę pracowała nadal jako pomoc domowa u zamożnej rodziny. Matka Henryka mieszkała w Krakowie przez całe życie.

AAR: Jak wyglądało życie Henryka, kiedy przyjechał do Ameryki? Co było dla niego najważniejsze, gdy zaczął żyć w nowym miejscu?

KS: Henryk i jego przyjaciółka uciekli z komunistycznej Polski w 1956 roku, kiedy reżim znacznie przybrał na sile. Nigdy nie byli małżeństwem. Gdy dwa lata później wraz z przyjaciółką wyruszył do Ameryki, wówczas obydwoje mogli już swobodnie rozpocząć nowe życie. Henryk pragnął zobaczyć miejsce związane z dwoma jego bohaterami filmowymi: Tomem Mixem i Elvisem Presleyem.

AAR: Czy Henryk kiedykolwiek myślał o powrocie do Polski i spędzeniu tutaj reszty swojego życia? Jak wiemy, Polska przestała być krajem komunistycznym w 1989 roku.

KS: Nie. Henryk przybył do Nowego Jorku w styczniu 1959 roku i rok później poślubił swoją żonę Nancy. Pochodziła z dużej włoskiej rodziny i razem stworzyli bardzo szczęśliwe życie. Później otrzymał obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. O ile wiem, Henryk odwiedził Polskę przynajmniej raz, a było to w latach siedemdziesiątych. Nancy nie towarzyszyła mu w tej podróży, ponieważ czuła się niezręcznie, nie mówiąc po polsku, a poza tym wciąż istniało realne niebezpieczeństwo, że Henryk zostanie aresztowany jako dezerter. W 1989 roku, kiedy wreszcie upadł komunizm, Henryk miał już siedemdziesiąt dwa lata, był na emeryturze, matka już dawno zmarła, a on przeżył większość swoich przyjaciół mieszkających w Polsce. Jego życie toczyło się w Stanach Zjednoczonych, mimo że zawsze nosił Polskę w swoim sercu i zawsze mówił mi o tym, jak piękny jest jego ojczysty kraj.

AAR: Co najbardziej przeraziło Cię podczas gromadzenia materiałów do książki? Jakie wydarzenie z obozowego życia Twojego bohatera było najbardziej makabryczne?

KS: Czasami podczas wywiadów, kiedy Henryk omawiał niektóre z trudniejszych aspektów obozów koncentracyjnych lub kiedy przeglądaliśmy książki z czarno-białymi fotografiami, chciałam przerwać rozmowę. Chciałam przejść do czegoś bardziej przyjemnego. Niemniej chciałam uhonorować Henryka i wielu innych, którzy nie mieli okazji zatrzymać taśmy, zamknąć książki i zmienić tematu. Co było najbardziej makabryczne? Henryk krótko pracował w krematorium w Buchenwaldzie, które odwiedziłam w 2013 roku.


Katrina & Henryk w 2003 roku


AAR: Jak długo pracowałaś nad tą książką? Co było najtrudniejszym wyzwaniem podczas pisania?

KS: Spotkałam Henryka w listopadzie 2002 roku, więc minęło piętnaście lat od rozpoczęcia pracy do opublikowania książki. Niestety, Henryk zmarł rok po naszym spotkaniu. Podczas tych lat kilka razy odkładałam projekt na bok albo przytłoczona ilością pracy, którą trzeba było dokończyć, albo po prostu przeszkadzało w tym życie. Miałam troje małych dzieci, starzejącego się rodzica i trochę problemów zdrowotnych w rodzinie, które miały pierwszeństwo. Do niedawna miałam również pracę, więc tempo było wolniejsze, niż gdybym była pełnoetatową pisarką.

Jeśli chodzi o trudne wyzwania, to tak naprawdę nic w tym projekcie nie było łatwe. Czytałam wszystko, co udało mi się znaleźć, ale z jednym zastrzeżeniem — mówię tylko po angielsku. Oprócz prowadzenia badań na szeroką skalę, tłumaczenia dokumentów i planowania podróży do Polski, pojawiały się wyzwania związane z transkrypcją każdego wywiadu. Henryk używał terminów i nazwisk, które zapamiętał w językach polskim i niemieckim bez tłumaczenia na angielski. To nie byłoby właściwe, aby przerywać mu po każdym słowie i prosić o wyjaśnienie. Nawet miejsca, nazwy ulic i nazwiska ludzi mogłam zapisywać tylko fonetycznie. Kiedy dziesięć lat później przeglądałam swoje notatki było wiele momentów, kiedy zastanawiałam się nad tym, co Henryk mówił, a czego wtedy nie rozumiałam. Henryk kiedyś zażartował: „Powinnaś uczyć się polskiego. Wtedy moglibyśmy naprawdę porozmawiać.”

AAR: Czy mogłabyś powiedzieć nam, jak wyglądają Twoje spotkania z czytelnikami? Kiedy z nimi rozmawiasz, na co zwracasz uwagę? Jakie pytania Ci zadają?

KS: Książka jest na rynku dopiero od dwóch miesięcy. W listopadzie z okazji jej premiery ponad osiemdziesiąt pięć osób przyszło na moje spotkanie autorskie i wielu poleciło mnie grupom, którym mogłam opowiedzieć o książce. Miałam spotkanie w Żydowskim Domu Kultury, była też konferencja na temat ludobójstwa, a także pogadanki w grupach pisarzy. Wszyscy są zafascynowani tą historią. Przeżycia Henryka są częścią historii, o której nikt nie słyszał z wyjątkiem Polaków — chodzi o Holokaust widziany oczami Polaków. Ta opowieść wydaje się przemawiać do tak wielu ludzi jako zapomniana i ważna historia, inteligentna lektura oraz pozwalająca poznać sympatyczną osobę, jaką był Henryk. Czasami nawet w obozie koncentracyjnym nie opuszczało go poczucie humoru.

Uwielbiam spotykać się z czytelnikami osobiście i cieszyć się wystąpieniami publicznymi. Oprócz spotkań lokalnych, bardzo staram się dotrzeć do nich przez Internet i media społecznościowe. Przy pomocy mojego komputera mogę docierać do wielu osób na całym świecie. Jestem szczęśliwa, że mogłam nawiązać kontakt również z Tobą.

AAR: Jak bardzo historia Henryka wpłynęła na Twoje życie? Jak się ono zmieniło?

KS: Spotkanie z Henrykiem Zgudą zmieniło kierunek mojego życia. Kiedy zaczęłam pracę nad książką, nie wiedziałam, że tak wielu rzeczy nie wiem. Dziś jestem publikującą autorką posiadającą wiedzę o Polsce i drugiej wojnie światowej oraz o tym, jak mało wyrazów uznania otrzymali Polacy i Henryk za ich cierpienia i śmierć. Już na samym początku zdałam sobie sprawę, że historia Henryka reprezentuje tylu innych Polaków, których nigdy nie uhonorowano poza polską społecznością, co moim zdaniem było strasznie niesprawiedliwe. Moja definicja „złego dnia” bardzo się zmieniła. W porównaniu ze złym dniem w obozie koncentracyjnym niczym jest to wszystko, co się dzieje, kiedy ktoś odcina mnie od ruchu ulicznego albo gdy praca jest szczególnie stresująca. To wszystko znaczy, że błogosławieństwem jest dla mnie posiadanie samochodu czy zatrudnienia. Jestem o wiele bardziej świadoma tego, by nie marnować jedzenia — żywność była cennym towarem przez większość życia Henryka.

AAR: W swojej książce piszesz, że Ty i Twój mąż byliście w Polsce w październiku 2013 roku. Odwiedziliście Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej o Waszej podróży?

KS: Bardzo pomocne było dla nas to, że przez cały dzień był z nami świetny tłumacz. Rano miałam spotkanie z szefem archiwów muzeum. W ramach swoich badań poprosiłam wcześniej o kilka nazwisk więźniów, a pracownicy przygotowali dla mnie ogromny stos rejestrów, który mogłam przejrzeć. Po przejrzeniu dokumentów doktor Płosa bardzo cierpliwie odpowiadał na wszystkie moje pytania.

Na godzinę szesnastą mieliśmy umówionego prywatnego przewodnika na trzydniową wycieczkę. Chciałam zobaczyć bardzo konkretne miejsca i zadać pytania, które dotyczyły doświadczeń Henryka. Henryk został uwięziony tylko w obozie macierzystym Auschwitz I, więc spędziliśmy tam większość czasu. Pod koniec dnia chciałam zobaczyć Birkenau, ponieważ Henryk tam również chodził. Tak się złożyło, że mój mąż Rick, nasza przewodniczka Magda i ja byliśmy jedynymi trzema osobami znajdującymi się w Birkenau w czasie, gdy muzeum było zamknięte. Jest to miejsce, w którym kiedyś przebywało ponad sto tysięcy osób. Cali drżeliśmy, ponieważ był to zimowy wieczór, ciemny i cichy. Nie przywieźliśmy ze sobą wystarczająco dużo ciepłych ubrań. Z niczym nie można porównać zwiedzania obozu koncentracyjnego w zimny, ciemny dzień, aby móc zrozumieć, jak to wyglądało z perspektywy nieszczęśliwych więźniów. W ciszy naprawdę czułam duchy milionów zamordowanych dusz, które wołały do mnie: „Nie zapomnij o nas.” Nigdy tego nie zrobię.  

Wydawnictwo: Köehler Books
Virginia Beach (USA) 2017
AAR: Jak myślisz, dlaczego druga wojna światowa wciąż stanowi część naszej kultury?

KS: Myślę, że fascynacja drugą wojną światową trwa z kilku powodów. Wciąż jesteśmy dwoma lub trzema pokoleniami żyjącymi historią i wciąż są wśród nas ludzie, którzy przeżyli tamtą epokę, choć nie zostaną z nami już długo. Wszyscy mają po osiemdziesiąt i dziewięćdziesiąt lat, więc ich wspomnienia są cenne i wyjątkowe i muszą zostać uchwycone, zanim zostaną zatarte przez historię.

Holokaust z perspektywy żydowskiej był niezwykle dobrze udokumentowany i nauczany przez trzy pokolenia. Tysiące pamiętników „Holokaustu” są wydrukowane i sądzę, że ludzie wciąż próbują zrozumieć „dlaczego” i „jak” zwykli Niemcy, w większości naprawdę dobrze wykształceni, mogli zamienić się w naprawdę okrutnych morderców i wziąć udział w obliczonym na miliony ludzkich istnień masowym morderstwie.

AAR: Dlaczego tak bardzo interesuje Cię polska historia?

KS: Prawie każdy mnie o to pyta. Jestem Amerykanką, która nigdy wcześniej nie miała żadnego związku z Polską. Kiedy planowałam podróż do Polski wiele osób pytało: „Dlaczego Polska?” Jestem naprawdę wyjątkowa. Po prostu, spotkałam kogoś z Polski, zaproponowałam mu opisanie jego historii i potrzebowałam zrozumieć rzeczywistość oraz kontekst czasu i miejsca, których nie doświadczyłam. Zawsze uwielbiałam historię, a dobry pisarz musi być ciekawy i zadawać pytania, szczególnie dotyczące tego, dlaczego to wszystko się wydarzyło, a nie tylko tego, co ktoś zrobił. Jako dziennikarka muszę sprawdzać swoje źródła, a to oznacza, że muszę znaleźć te same informacje co najmniej dwa razy. Na początku naszych wywiadów zdałam sobie sprawę, że dynamika historii Europy i zmieniające się granice są niezwykle istotne dla tego, co przydarzyło się Polsce podczas i po drugiej wojnie światowej.

AAR: Oprócz pisania zajmujesz się także innymi rzeczami. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

KS: Uwielbiam muzykę klasyczną i chodzę do filharmonii. Lubię wędrować po górach w pobliżu mojego domu i staram się znaleźć czas na czytanie. Uwielbiam też zabierać moją córkę na spotkania typu matka-córka. Jesteśmy sobie bardzo bliskie.

AAR: Jaki jest Twój następny projekt? Czy mogłabyś powiedzieć nam coś o nim?

KS: Obecnie skupiam się na promowaniu „Henryka” i pokazaniu jego historii jak największej liczbie osób. Jestem przekonana, że kolejna historia pojawi się w moim życiu we właściwym czasie.

AAR: Katrina, bardzo dziękuję za rozmowę i za książkę. Mam nadzieję, że pewnego dnia Twoja książka zostanie przetłumaczona na język polski. Jestem bardzo szczęśliwa, że w Ameryce tak wielu autorów pisze o Polsce i o jej historii, szczególnie o tej wojennej. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć Polakom?

KS: I ja również mam nadzieję, że moja książka zostanie przetłumaczona na język polski. Mam wielki szacunek dla Polski i Polaków. Kongres Polonii Amerykańskiej w Arizonie wspierał mnie, a ostatnio gościł mnie na Balu Dziedzictwa Polskiego. To, że kraj nadal istnieje, a dziś się rozwija, stanowi świadectwo siły jego kultury. Z dumą mogę stwierdzić, że dwa egzemplarze „Henryka” znajdują się w bibliotece Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Dla anglojęzycznych Polaków „Henryk” jest dostępny na całym świecie na Book Depository, Amazon UK oraz w innych księgarniach.

Bardzo lubię dostawać wiadomości od czytelników, nawet jeśli są one tylko po polsku. Używam oprogramowania do tłumaczenia online, więc nie ma problemu z czytaniem w innym języku, niż angielski. W przypadku dłuższych tekstów pomagają mi w tłumaczeniu polscy przyjaciele.

Można mnie znaleźć:

Email: katrina@katrinashawver.com
Strona internetowa: katrinashawver.com
„Henryk” na Book Depository: Click here
„Henryk” na Amazon UK: Click here


Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose



Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here.
Jeśli chcesz przeczytać recenzję książki, kliknij tutaj.
If you want to read my book review, please click here





sobota, 16 grudnia 2017

Katrina Shawver – „Henry: A Polish Swimmer’s True Story of Friendship from Auschwitz to America”








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!



Wydawnictwo: Köehler Books
Virginia Beach 2017




Kraków był jednym z miast, które w czasie drugiej wojny światowej poważnie ucierpiały z uwagi na straty w ludziach. Podczas gdy takie miasta, jak Warszawa, Poznań, Białystok, Gdańsk czy Elbląg zostały praktycznie zrównane z ziemią, cierpiąc z powodu kolejnych marszów wrogich wojsk oraz długotrwałej okupacji hitlerowskiej, Kraków będący największym i najważniejszym miastem południowej Polski, pozostał niemalże nietknięty. Możliwe, że sytuacja ta wynikała z tego, iż Niemcy pragnęli zapewnić mu pewną ochronę, gdyż ustanowili tam główną siedzibę nazistowskiego rządu generalnego. Innymi słowy miasto zostało przejęte przez hitlerowców, stając się stolicą pseudo-państwa, które obejmowało wówczas południowo-wschodnią połowę dzisiejszej Polski oraz południową część obecnej Ukrainy. Przedsięwzięcie to kontrolował Hans Frank (1900-1946), który po wojnie został uznany zbrodniarzem wojennym i stracony w Norymberdze. Za swą pierwszą bazę Hans Frank obrał sobie Wawel, czyli dawną siedzibę polskich królów. Tak więc pomimo że architektura Krakowa nie została zniszczona w czasie wojny, tak jak miało to miejsce na przykład w Warszawie, to jednak tego samego nie można powiedzieć o kulturze miasta i jego mieszkańcach.

Już na samym początku wojny Niemcy zdecydowali, że nie zamierzają dzielić miasta z ludnością żydowską. Trzeba wiedzieć, że przed wybuchem wojny, w Krakowie żyło sześćdziesiąt tysięcy Żydów, co stanowiło jedną czwartą całej populacji. Niemiecka okupacja Krakowa rozpoczęła się w dniu 6 września 1939 roku. Wtedy też hitlerowcy zlikwidowali społeczną organizację żydowską i powołali swoją własną, która miała za zadanie zająć się sprawą nie tylko krakowskich Żydów, ale także tych mieszkających na terenie całego kraju. Mowa oczywiście o Żydowskiej Radzie Starszych (z niem. Judenrat). W kwietniu 1940 roku wydano rozkaz, aby Żydzi opuścili Kraków w ciągu najbliższych czterech miesięcy. W tym okresie z miasta ewakuowano trzydzieści pięć tysięcy ludności żydowskiej, wciąż pozostawiając piętnaście tysięcy. Od tamtej pory Kraków stał się stolicą Polski okupowanej przez hitlerowców.

W marcu 1941 roku Niemcy wybudowali getto w dzielnicy Podgórze, na południe od Wisły, w którym zamieszkało dwadzieścia tysięcy Żydów, w tym również Żydów z okolicznych gmin. Bardzo szybko getto stało się miejscem, gdzie ludzie umierali z głodu, a z powodu przeludnienia rozprzestrzeniały się także śmiertelne choroby, nie mówiąc już o niewyobrażalnej brutalności Niemców, którzy mordowali Żydów, kiedy tylko przyszła im na to ochota. Masowe deportacje z getta rozpoczęły się w czerwcu 1942 roku. Wtedy to pięć tysięcy Żydów zostało wysłanych do obozu śmierci w Bełżcu. Z kolei w październiku 1942 roku do Bełżca wywieziono kolejne sześć tysięcy Żydów. Podczas tej akcji naziści rozstrzelali tych, którzy przebywali w szpitalu, domu starców, a także dzieci z sierocińca. W samym getcie śmierć poniosło około kilkuset Żydów. Likwidacją getta zajął się Amon Göth (1908-1946), wysyłając ludzi zdolnych do pracy do nazistowskiego obozu w Płaszowie, zaś innych rozkazywał mordować na ulicach lub w ich domach, a resztę wysyłać na pewną śmierć do Auschwitz. 


Esesmani przed bramą nazistowskiego obozu śmierci w Bełżcu (1942)


Już na samym początku wojny Kraków stracił wielu swoich czołowych myślicieli, a stało się to wówczas, gdy Niemcy aresztowali profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Było to 6 listopada 1939 roku. Profesorowie zostali wysłani do niemieckich obozów koncentracyjnych. Polacy, którzy pozostali w Krakowie każdego dnia byli świadkami tego, jak bardzo zmieniło się ich miasto. Sklepy, domy i generalnie całe dzielnice zostały przejęte przez nazistów. Nawet krakowski Rynek utracił swoją nazwę, gdyż został przemianowany na Adolf Hitler Platz. Przez całą wojnę widoczny był opór ze strony krakowian. W mieście działała Armia Krajowa, która planowała tutaj powstanie, które miało być podobne do tego, jakie w sierpniu 1944 roku wybuchło w Warszawie. Ostatecznie decyzja o powstaniu została jednak odwołana, a stało się tak dlatego, iż siły hitlerowskie były tam zbyt duże, podczas gdy wielu młodych i zdolnych do walki krakowian zostało aresztowanych. Brakowało także broni, której można byłoby użyć w ewentualnym powstaniu.

Nie bez powodu przybliżyłam realia, jakie panowały w Krakowie w czasie drugiej wojny światowej. Zrobiłam to dlatego, iż bohater niezwykłej biografii autorstwa amerykańskiej dziennikarki Katriny Shawver był związany właśnie z Krakowem. To tam się urodził, tam dorastał i tam został aresztowany przez Niemców, a potem zamknięty w więzieniu mieszczącym się przy ulicy Montelupich. Miejsce to początkowo pełniło funkcję koszar wojskowych, a znajdowało się w budynku, który od XVI wieku należał do włoskiej rodziny kupiecko-bankierskiej Montelupich. Z kolei w 1905 roku władze austriackie zdecydowały, że będzie tam sąd wojskowy, który wcześniej znajdował się na Wawelu. Potem sąd przekształcono w więzienie. Podczas drugiej wojny światowej w budynku tym znajdowało się hitlerowskie więzienie policyjne, nad którym kontrolę sprawowało Gestapo. W latach 1940-1944 więzionych było tam około pięćdziesiąt tysięcy osób.


Więźniowie z Więzienia Montelupich w 1939 roku


Życie Henryka Zgudy (1917-2003) zapowiadało się naprawdę wspaniale. Był świetnym pływakiem oraz piłkarzem wodnym, a także znał języki obce. Gdyby nie wybuch wojny, wówczas możliwe, że jego życie potoczyłoby się zgoła inaczej. W 1942 roku został aresztowany przez Niemców i uwięziony we wspomnianym wyżej więzieniu przy ulicy Montelupich. Potem został wywieziony do Auschwitz, a stamtąd trafił do nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Buchenwald, który funkcjonował od lipca 1937 roku aż do końca wojny. Henryk Zguda przebywał także w niemieckim obozie w Flossenbürg. Przeżył również dramatyczny marsz śmierci, trafiając w końcu do Dachau, gdzie pod koniec wojny został wyzwolony. Życie w powojennej komunistycznej Polsce też nie było łatwe. Nowe władze rozpoczęły masowe prześladowania, których nie uniknął również Henryk. Ostatecznie udało mu się wyemigrować do Ameryki, gdzie poślubił miłość swojego życia i tam zmarł w 2003 roku, mając osiemdziesiąt sześć lat. Nigdy nie zapomniał jednak o pływaniu. Emigracja do Stanów Zjednoczonych była dla niego swego rodzaju ucieczką od świata, który nie był już tym samym, jaki Henryk pamiętał sprzed wojny. Trzeba pamiętać, że nie osiągnąłby tego wszystkiego, gdyby nie przyjaciele, na których mógł liczyć w każdej chwili.

Książka Katriny Shawver to niezwykła relacja o człowieku, który przeżył pomimo ogromnego okrucieństwa, jakie obecne było w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Podczas pisania Autorka zadbała o każdy szczegół. Na kartach książki czytelnik poznaje Henryka, który był naprawdę niezwykłym człowiekiem. Do tego dochodzi jeszcze historia tak tragiczna, że można być niemal pewnym, iż z tego piekła nie ma już powrotu do normalnego życia. Katrina Shawver w niesamowicie interesujący sposób ukazuje losy Henryka Zgudy, a całość wzbogacają dodatkowo liczne fotografie. Biografia powstała w oparciu o serię wywiadów, jakie autorka przeprowadziła z Henrykiem Zgudą w latach 2002-2003, czyli tuż przed jego śmiercią. Tak sobie myślę, że jakaś niewidzialna siła musiała kierować tym, że Katrina Shawver mogła spotkać się jeszcze z Henrykiem, aby móc spisać jego wspomnienia, które tak naprawdę są hołdem złożonym wszystkim, którzy tę straszną wojnę przeżyli, a także jej śmiertelnym ofiarom. Takich książek powinno powstawać jak najwięcej, choć z każdym rokiem jest to coraz trudniejsze, ponieważ naocznych świadków tamtych wydarzeń jest już coraz mniej.


Katrina Shawver & Henry Zguda w 2003 roku


Na kartach książki czytelnik poznaje nie tylko wydarzenia, które miały miejsce w życiu Henryka Zgudy, ale także może przeczytać, jak bardzo emocjonalnie do pisania o nich podeszła sama Autorka. Tak więc nie brak również jej własnych spostrzeżeń i uwag. Poza tym czytelnik dowie się też, jak wyglądała Polska przed wojną, zanim Adolf Hitler (1889-1945) postanowił zniszczyć nie tylko kraj, ale przede wszystkim ludzi w nim żyjących. Bohater książki to naprawdę piękna postać niezależnie od tego, jakiego fragmentu życia dotyczy jego opowieść. Bardzo często Henryk wspomina o niezwykłej wewnętrznej sile, która pomagała mu przetrwać najgorsze chwile jego życia. Niektórych może dziwić fakt, iż pomimo wszechobecnego terroru, nigdy nie narzekał na swój los, choć to wcale nie oznacza, że go akceptował. Możliwe, że wynikało to z jego ogromnego pragnienia życia. Właśnie to pragnienie dodawało mu sił, aby przeżyć każdy kolejny dzień. Historia Henryka, choć tragiczna, to jednak daje nadzieję i podnosi na duchu.

Na świecie żyje wielu ludzi, którzy tak naprawdę wciąż niewiele wiedzą o okrucieństwie drugiej wojny światowej. Nie do końca rozumieją także na czym polegał Holokaust. Dlatego też ta książka może być dla nich doskonałym źródłem informacji wypełniających luki w ich wiedzy historycznej. Nie mam słów, aby wyrazić swoje emocje po przeczytaniu tej książki. Ze swej strony mogę być tylko wdzięczna Autorce, że podjęła się tak trudnego tematu. Dla Polaków bardzo ważne jest to, by świat dowiedział się o tym, jak wielki dramat przeżyliśmy, kiedy 1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę. Ale przecież to nie wszystko, bo kilkanaście dni później (17 września) to samo zrobił Związek Sowiecki na czele z Józefem Stalinem (1878-1953). Polecam zatem książkę Katriny Shawver każdemu, kto pragnie poznać niezwykłą historię człowieka, który przeżył piekło, a mimo to nigdy się nie poddał i nie stracił wiary w ludzi.





Email: katrina@katrinashawver.com
Strona internetowa Autorki:  katrinashawver.com
HENRYK na Book Depository: Click here
HENRYK na Amazon UK: Click here


Jeśli chcesz przeczytać tę recenzję w języku angielskim, kliknij tutaj.
If you wanto to read this review in English, please click here







piątek, 30 czerwca 2017

Philippa Gregory – „Trzy siostry, trzy królowe”










Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2017
Tytuł oryginału: Three Sisters, Three Queens
Przekład: Urszula Gardner



Małgorzata Tudor (1489-1541), królowa Szkocji (1503-1513) była najstarszą córką Henryka VII Tudora (1457-1509), króla Anglii w latach 1485-1509, oraz jego żony Elżbiety York (1465-1503), która z kolei była córką Edwarda IV Yorka (1442-1483). Małgorzata urodziła się 29 listopada 1489 roku w Westminster. Jeszcze zanim skończyła sześć lat, rozpoczęły się kilkuletnie negocjacje mające na celu poślubienie przez księżniczkę Jakuba IV Stuarta (1473-1513), króla Szkocji (1488-1513), który popierał Perkina Warbecka (ok. 1474-1499) będącego pretendentem do angielskiego tronu. Perkin Warbeck podawał się bowiem za księcia Ryszarda Shrewsbury (ok. 1473-1483), którego tajemnicza śmierć w murach Tower do dziś spędza sen z powiek brytyjskim historykom. Książę Ryszard był synem króla Edwarda IV Yorka i jego żony Elżbiety Woodville (ok. 1437-1492). Tak więc małżeństwo Małgorzaty Tudor i Jakuba IV Stuarta miało zapobiec tego rodzaju sojuszom, których celem było popieranie uzurpatora do tronu Anglii.

Ostatecznie 8 sierpnia 1503 roku w Edynburgu doszło do ślubu Małgorzaty i Jakuba. Chciwy Henryk VII wyposażył córkę w niezwykle skromny posag, co wywołało konflikt pomiędzy tymi dwoma królestwami, choć towarzyszył temu traktat o wiecznym pokoju. Henryk VII nie zrobił jednak nic, aby zażegnać ten spór. Całe życie Małgorzaty po zawarciu małżeństwa z Jakubem IV było niekończącą się serią intryg. Najpierw w grę wchodziło popieranie przez nią jednej frakcji politycznej, a potem drugiej. Raz było to na rzecz jej ojczystego kraju, zaś innym razem występowano przeciwko Anglii, opowiadając się za Francją. Z kolei zachowanie Małgorzaty zależało głównie od zewnętrznych wpływów na jej osobę.

Małgorzata Tudor
pomiędzy 1520 a 1538 rokiem.

Portret został namalowany
w 1620 roku.
autor: Daniël Mijtens

(1590-1648)
Małgorzata Tudor została koronowana na królową Szkocji w marcu 1504 roku. Do roku 1507 nie doczekali się z Jakubem potomstwa. Pomiędzy rokiem 1507 a 1510 para królewska doczekała się dwóch synów i córki. Niestety, wszystkie dzieci zmarły w okresie niemowlęcym. W 1512 roku Małgorzata urodziła syna, któremu szczęśliwie udało się przeżyć. W 1514 roku został on ogłoszony Jakubem V i tym samym przejął schedę po ojcu. W tym samym roku Małgorzata urodziła także pogrobowca Aleksandra, księcia Ross, który zmarł rok później. Spór z bratem Henrykiem VIII Tudorem (1491-1547) z powodu spuścizny po Henryku VII i ich babce Małgorzacie Beauford (1443-1509), stał się przyczyną wojny, która zakończyła się w Flodden Field, gdzie 9 września 1513 roku zginął Jakub IV, pozostawiając wykonanie swojej ostatniej woli Małgorzacie, która od tej pory pozostawała jedyną opiekunką małego króla Jakuba V Stuarta. Bitwa ta znana jest również jako bitwa pod Branxton, czyli wsi leżącej w hrabstwie Northumberland.

Szkocja podzielona została na dwie partie polityczne. Jedna opowiadała się za sojuszem z Anglią, zaś druga z Francją. Przywódcą tej drugiej był Jan Stuart, książę Albany (ok. 1484-1536). Książę był również następnym w kolejce po synach Małgorzaty kandydatem do szkockiego tronu. Sama Małgorzata z oczywistych powodów skłaniała się ku frakcji angielskiej, natomiast gdy Jan Stuart wrócił z Francji do Szkocji na zaproszenie szkockiego parlamentu wiosną 1514 roku, wówczas konflikt ten niemal wywołał wojnę domową. W tej sytuacji rozpoczęły się więc rozmaite spekulacje na temat ponownego małżeństwa Małgorzaty. Ludwik XII, król Francji (1462-1515), oraz cesarz Maksymilian I Habsburg (1459-1519) byli odpowiednimi kandydatami do ręki młodej wdowy, o czym naturalnie nie omieszkano jej powiadomić. Niemniej, Małgorzata poszła własną drogą i potajemnie poślubiła Archibalda Douglasa, 6. hrabiego Angus (1489-1557). Fakt ten miał miejsce 6 sierpnia 1514 roku.  

Konsekwencją tego małżeństwa było zrażenie do siebie wielu najpotężniejszych arystokratów Szkocji, co uczyniło Małgorzatę całkowicie zależną od Douglasów. Kiedy na korzyść Jana Stuarta dostarczyła tak oczywistego pretekstu radzie do usunięcia jej z funkcji regentki i opiekunki małoletniego króla, wówczas w lipcu 1515 roku książę Albany zamknął Małgorzatę w zamku Stirling, zanim ta zdołała oddać mu swoich synów po tym, jak została zmuszona do kapitulacji. Małgorzata wróciła jednak do Edynburga, lecz przestała już odpowiadać za opiekę nad małym królem. Potem – we wrześniu – uciekła do Anglii, gdzie miesiąc później urodziła córkę Archibalda Douglasa, której nadała imię Małgorzata (1515-1578). Ta mała dziewczynka w przyszłości została hrabiną Lennox i matką Henryka Stuarta, lorda Darnleya (1545-1567) oraz babką Jakuba VI (I) Stuarta (1556-1625), który po śmierci Elżbiety I Tudor (1533-1603) zasiadł na tronie Anglii.


Małgorzata odmawia księciu Albany, Janowi Stuartowi, wydania swoich synów.
Obraz pochodzi z 1859 roku.
autor: John Faed (1819-1902)


Latem 1516 roku Małgorzata udała się do Londynu, zaś Archibald Douglas niezadowolony z postępowania żony, wrócił do Szkocji, gdzie zawarł pokój z Janem Stuartem i tym samym odzyskał odebrany mu majątek. Rywalizacja pomiędzy francuskimi i angielskimi frakcjami w Szkocji była niezwykle skomplikowana z uwagi na prywatne ruchy Hamiltonów i Douglasów, na czele których stali hrabiowie: James Hamilton, 1. hrabia Arran i 2. lord Hamilton (1475-1529), oraz wspomniany wyżej Archibald Douglas, 6. hrabia Angus. Walczyli oni o objęcie władzy w przypadku nieobecności Jana Stuarta w Szkocji, gdyby na przykład  – w tym samym czasie – Henryk VIII Tudor został aresztowany przez Franciszka I Walezjusza (1494-1547). Zaczął zatem narastać konflikt pomiędzy Małgorzatą a jej mężem, a następnie pojawiły się sugestie, aby rozważyła rozwód z Archibaldem Douglasem. Najprawdopodobniej była to propozycja Jana Stuarta, który będąc w Rzymie znalazł nieoczekiwanego sprzymierzeńca w osobie Małgorzaty teraz noszącej tytuł Królowej Matki. Małgorzata czuła się więc opuszczona przez frakcję opowiadającą się za sojuszem z Anglią, a powodem tego był stanowczy sprzeciw jej brata Henryka VIII Tudora dotyczący ewentualnego rozwodu. Kiedy książę Albany wrócił do Szkocji w 1521 roku, wówczas jego relacje z Małgorzatą stworzyły podstawy do oskarżenia go, iż zamierza ją poślubić i w związku z tym sprzyja jej rozwodowi z hrabią Angus. Sugerowano nawet, że Małgorzata jest kochanką Jana Stuarta.

Małgorzata i Henryk podczas pobytu
Erazma z Rotterdamu (ok. 1467-1536)
w Anglii około 1496 roku. 

Obraz powstał w 1910 roku.
autor: Frank Cadogan Cowper
(1877-1958)
Ponieważ książę Albany był mocno popierany przez szkocki parlament, hrabia Angus uznał, iż konieczne jest wycofanie się do Francji. Tak więc przez trzy lata miała miejsce wojna pomiędzy Anglią a Szkocją, która rozgrywała się na granicy tych dwóch państw, lecz w maju 1524 roku książę Albany zobowiązał się do przerwania swojej politycznej działalności i udania się do Francji. W tym samym czasie Henryk VIII Tudor nieustannie dążył do zabezpieczenia swojego siostrzeńca, czyli króla Szkocji. Z kolei Małgorzata balansowała pomiędzy obiema frakcjami politycznymi (angielską i francuską) bez jakiejkolwiek uregulowanej polityki. Jej postępowanie uzależnione było od tego, kto akurat chciał wynieść na tron jej syna. Ostatecznie w lipcu 1524 roku Małgorzata została regentką Jakuba V Stuarta. W tym czasie Królowa Matka zakochała się w Henryku Stewarcie (1495-1552), który był drugim synem Andrew Stewarta, 1. lorda Avondale (?-1513). Małgorzata poślubiła Henryka natychmiast po tym, jak rozwiodła się z hrabią Angus w 1527 roku. 

I tak oto Małgorzata Tudor i jej nowy mąż, któremu nadano tytuł 1. lorda Methven, przez pewien czas sprawowali rządy w imieniu Jakuba V. Lecz gdy jej pragnienie dotyczące zorganizowania spotkania Jakuba z Henrykiem VIII w 1534 roku doprowadziło do frustracji zarówno duchowieństwo, jak i radę królewską, rozczarowana Małgorzata zdradziła bratu pewne tajemnice, co sprawiło, że jej syn oskarżył ją o zdradę, twierdząc, iż za pieniądze stała się angielskim szpiegiem. W 1537 roku chciała więc rozwieść się z lordem Methven, zaś jej pragnienie mogło zostać spełnione w wyniku interwencji Jakuba. Niemniej dwa lata później pogodziła się z mężem, z którym nie miała jednak dzieci. Doprowadzając do końca swoją intrygę zarówno w Szkocji, jak i w Anglii, Małgorzata zmarła 18 października 1541 roku na zamku Methven.

Katarzyna Aragońska
Portret pochodzi z 1502 roku.
autor: Michael Sittow (1469-1525)
Małgorzata Tudor to postać zapomniana przez historyków, a przecież jej życie – jak wynika z powyższego – było dość bogate w rozmaite wydarzenia. Starsza siostra Henryka VIII była kobietą, która wytrwale dążyła do celu. Nie była bynajmniej infantylna. Życie jej nie oszczędzało. Bardzo szybko straciła męża, którego najprawdopodobniej mocno kochała, choć był od niej sporo starszy, i od tego momentu musiała radzić sobie sama. Robiła więc wszystko, aby tylko jej małoletni syn nie utracił tronu Szkocji, który przecież należał mu się po ojcu. Na kartach książki Philippy Gregory czytelnikowi ukazany jest obraz silnej kobiety, która ulega też emocjom i bardzo szybko traci głowę z powodu przystojnych mężczyzn. Małgorzata jest bowiem spragniona miłości, nie tylko tej fizycznej, ale przede wszystkim duchowej. Ona pragnie każdego dnia czuć wsparcie mężczyzny. To pozwala jej wytrwale dążyć do obranego celu. Owszem, popełnia błędy, lecz tego rodzaju postępowanie można przecież łatwo wytłumaczyć. Poza tym Małgorzata – jak mało która kobieta w tamtych czasach – stara się być niezależna, co sprawia, że raczej nie liczy się ze zdaniem mężczyzn, którzy pragną kierować jej życiem. Ona sama obiera własną drogę i wytrwale nią podąża. Nawet jeśli im ustępuje, to robi to tylko przez wzgląd na swego syna.

Philippa Gregory ukazała swoją bohaterkę na tle dwóch innych kobiet związanych z Tudorami. Są to Katarzyna Aragońska (1485-1536), czyli pierwsza żona Henryka VIII, i młodsza siostra Maria Tudor (1496-1533), którą znamy przede wszystkim jako żonę Charlesa Brandona, 1. księcia Suffolk (1484-1545). Mało kto jednak pamięta, że zanim Maria wyszła potajemnie za Charlesa, czym bardzo rozgniewała swojego brata, była żoną Ludwika XII. Król Francji zmarł jednak niedługo po ślubie, co otworzyło Tudorównie drogę do poślubienia księcia Suffolk, w którym była już zakochana od jakiegoś czasu. Plotka głosiła, że Maria znacząco przyczyniła się do zgonu francuskiego króla. Mówiono nawet o truciźnie. Czy tak było naprawdę? Nie wiadomo. Niemniej, jej nagły i potajemny ślub z Charlesem Brandonem stworzył doskonałe podłoże do tego, aby snuć rozmaite przypuszczenia.

Maria Tudor 
Portret pochodzi z pierwszej
połowy XVI wieku.
autor: prawdopodobnie
Jan van Mabuse vel Jan Gossaert
(ok. 1478-1532)
W swojej powieści Autorka skupia się nie tylko na tle historycznym i ukazaniu biografii Małgorzaty Tudor, lecz przede wszystkim stara się jak najdokładniej przedstawić relacje występujące pomiędzy tymi trzema kobietami. Katarzyna Aragońska nie budzi w Małgorzacie sympatii. Już od pierwszych dni pobytu Katarzyny na angielskim dworze, Małgorzata wie, że hiszpańska infantka raczej nie jest w stanie wzbudzić w niej przyjaznych uczuć. Trudno jest jej zaakceptować małżeństwo Katarzyny z Arturem Tudorem (1486-1502), lecz nie może się temu sprzeciwić, bo wówczas musiałaby wystąpić nie tylko przeciwko ojcu, ale też przeciwko babce, która wszak rządzi na dworze i bez jej wiedzy i zgody nic nie może zostać zatwierdzone. Małgorzata nie ukrywa, że Artur jest jej ukochanym bratem, zaś za Henrykiem nie przepada. Niespodziewana śmierć Artura spada na nią niczym grom z nieba, ponieważ od tej chwili nic już nie będzie wyglądać tak samo. Henryk zostaje jedynym męskim spadkobiercą tronu i musi pożegnać się z karierą duchownego. Trzeba bowiem pamiętać, że w czasach Tudorów pierwszy syn był wychowywany na następcę tronu, natomiast drugiemu pisana była kariera duchownego. Wszyscy wiedzą też, jak bardzo Henryk różni się od swojego zmarłego brata. Kiedy natomiast zaczyna się dyskusja o poślubieniu przez Henryka Katarzyny, Małgorzata nie jest już w stanie ukryć swojej antypatii do hiszpańskiej księżniczki. W miarę upływu czasu te negatywne emocje będą się już tylko potęgować, choć Małgorzata będzie starać się nie okazywać tego publicznie, lecz sama przed sobą niczego nie będzie ukrywać. Ona doskonale wie, co jej wolno, a czego nie.

Z kolei w oczach Małgorzaty Maria Tudor jest tą głupszą siostrą, dla której liczą się tylko modne stroje i pałacowe uczty. Taki obraz Marii nieco przypomina ten, który Philippa Gregory przedstawiła w Dwóch królowych, kreując tam literacki portret Katarzyny Howard (1525-1542). Momentami można odnieść wrażenie, że Małgorzata uważa siebie za tę najmądrzejszą i najbardziej inteligentną, zaś jej siostra to dziecko, które nie dostrzega tego, co naprawdę jest ważne i co służy polityce kraju. Bardzo wyraźnie widać tutaj rywalizację pomiędzy tymi trzema kobietami, choć gdy głębiej się nad tym zastanowić, trudno jest pozbyć się wrażenia, że to właśnie Małgorzata, chcąc uchodzić za tą najinteligentniejszą i najbardziej zaradną, stara się umniejszyć pozycję Katarzyny i Marii. Nie bez znaczenia jest tutaj również stosunek Małgorzaty do Henryka VIII. Najbardziej widoczny jest wówczas, gdy król stanowczo sprzeciwia się jej postępowaniu z Archibaldem Douglasem.

Philippa Gregory ponownie zachwyca swoich czytelników. Trzy siostry, trzy królowe to powieść pełna emocji i odkrywająca zapomniane karty historii Anglii. Autorka w niezwykle plastyczny sposób nakreśla wydarzenia minionej epoki, pamiętając przy tym o aspekcie psychologicznym, dzięki czemu czytelnik jest w stanie w pełni zrozumieć motywy, jakimi kierowała się Małgorzata Tudor przy podejmowaniu tej czy innej decyzji. Niniejsza powieść stanowi doskonałą lekturę dla tych, którzy pragną jeszcze głębiej poznać losy Tudorów. Dodatkowy walor stanowi sposób postrzegania znanych już znam faktów, lecz tym razem ma to miejsce z perspektywy Szkocji. Często bowiem pisarze odnoszą się do tamtej epoki, ukazując ją z punktu widzenia Anglii. Zachęcam zatem do sięgnięcia po Trzy siostry, trzy królowe, ponieważ jest to powieść, obok której trudno jest przejść obojętnie.